Nie od dziś wiadomo, że nic tak skutecznie nie może popsuć szyków konkurencji jak dobry "czarny PR".... Niewiele firm przyznaje się do stosowania tego typu praktyk, gdyż często balansują one na pograniczu prawa, jednak zapotrzebowanie na tego typu usługi na polskim rynku wzrasta w wykładniczym tempie.
Na czym polega "czarny PR"? Ogólnie rzecz ujmując techniki te opierają się na "odpowiednim" kształtowaniu świadomości grupy docelowej wykorzystując do tego celu media takie jak internet, telewizja, prasa a w dalszej kolejności przekazy ustne odpowiednio już ukierunkowanych odbiorców. Przedstawię to na paru przykładach, wziętych z życia, aczkolwiek nie będę podawać konkretnych marek, produktów oraz nazw firm wykorzystujących takowe działania.
Jakiś czas temu pewna firma kosmetyczna wprowadzała na rynek europejski, w tym także na polski, krem przeciwzmarszczkowy, mający być swoistą rewolucją. Kilka lat badań, olbrzymie pieniądze wydane na reklamę i marketing. Premiera kremu miała odbyć się w całej Europie tego samego dnia, a poprzedzała ją dobrze zorganizowana akcja reklamowa. Jak w tym czasie zachowywała się konkurencja? Myślą Państwo, że czekała na pierwsze wrażenia konsumentek? Otóż nie. Na wielu internetowych blogach, kobiecych forach dyskusyjnych zaczęły pojawiać się recenzje tego kosmetyku, delikatnie mówiąc mało przychylne. Potencjalne klientki mogły z nich dowiedzieć się, że krem ten powoduje uczulenie, szczypanie, wypryski i inne tego typu przykrości, a dodatkowo jest bardzo drogi i.... zupełnie nie działa. Oczywiście, zawsze można sobie pomyśleć, że ten kosmetyk nie każdemu mógł służyć tylko jest jedno ale..... - recenzje i nieprzychylne opinie na jego temat, pojawiły się tego samego dnia, na różnych witrynach ale... jeszcze przed oficjalną premierą tego produktu a więc nikt nie miał szans go tak przetestować, gdyż firma ta nie wypuściła wstępnej partii promocyjnej tegoż produktu. W akcji tej wykorzystano psychikę kobiet - obawa przed oszpeceniem, wieczne dążenie do doskonałości, presja otoczenia aby dobrze wyglądać. Nieprzychylne opinie które zostały napisane przez konkurencję mogły w znacznym stopniu ograniczyć sprzedaż produktu w początkowej fazie. Dodatkowo kobiety często wymieniają się swoimi doświadczeniami i przeżyciami ze swoim otoczeniem, a więc istniało duże prawdopodobieństwo przekazania tych informacji dalej, nawet osobom nie posiadającym dostępu do internetu.
Drugim przykładem jest jedna z polskich firm turystycznych, będących zdecydowanym liderem na rynku przewozów międzynarodowych. Liczne, nowoczesne autokary, ugruntowana pozycja na rynku. Wydawałoby się, że nic nie może popsuć tego wizerunku. A jednak mogło - jeden z autokarów przewożąc pasażerów na zagraniczną wycieczkę, wpadł w poślizg na oblodzonej autostradzie i wylądował w rowie. Dzięki nowoczesnemu autokarowi, żaden z pasażerów nie ucierpiał. Jednak konkurencja postanowiła wykorzystać sytuację. W internecie pojawiły się liczne spekulacje, a to mówiące, że autokar był niesprawny, kierowca był przemęczony i miał alkohol we krwi. Liczne wpisy na forach poświęconych turystyce mówiły o rzekomych częstych awariach i wypadkach autokarów tej firmy. W świadomości potencjalnych klientów utkwił strach i obawa. To zdecydowanie wpłynęło niekorzystnie na wizerunek firmy.
Dlaczego przedstawiłem akurat te dwa przypadki? Otóż na tych dwóch przykładach chcę pokazać zupełne inne podejście do sprawy, i walkę o konsumenta. Firma kosmetyczna bardzo szybko zareagowała na tą sytuację. Wystosowała pisma do właścicieli portali o usunięcie wpisów na forach i testach kosmetyków, dokładnie opisując zaistniałą sytuację. Dodatkowo pojawiły się liczne opinie zadowolonych konsumentek, co w bardzo dużym stopniu zniwelowało początkowe, złe wrażenie. A jak postąpiła firma turystyczna - nie zrobiła właściwie nic. Wyszła z założenia, że lepiej nie prowokować, nie zaczynać "wojny". Oczywiście, bardzo szybko i profesjonalnie pomogła pasażerom, wszyscy zdecydowali się kontynuować wycieczkę. Jednak wpisy internetowe zostały. Nie było na nie właściwie żadnej riposty, poza jednym oficjalny pismem. "Specjaliści" od marketingu z tej firmy wychodzą z założenia, że skoro liczba klientów rośnie to bez sensu jest odpowiadanie na zaczepki konkurencji. Działanie takie, w opinii wielu osób zawodowo zajmujących się PR, jest dowodem ignorancji i głupoty. Internet jest "pamiętliwy". Według badań około 80% ludzi przed wyjazdem wakacyjnym szuka informacji o biurze turystycznym w internecie. A co w tym konkretnym wypadku znajdują? Liczne opinie, bez sprostowań o wysokim odsetku awaryjności i wypadków. Mnie to zdecydowanie by zniechęciło do podróży, a Państwa?